niedziela, 31 stycznia 2016

Czasoumilacze styczniowe

Jak widzicie nie zapomniałam o cyklu Czasoulimaczy, i dziś czeka na Was nowa porcja ciekawostek. Mam nadzieję, że spodoba się Wam to, co przygotowałam. Jeżeli jest coś wartego uwagi, czym również chcielibyście się podzielić ze mną i innymi czytelnikami bloga, koniecznie dajcie znać w komentarzach :) 

Świat pod kątem 45 stopni
Całkiem niedawno na Instagramie odkryłam profil @teaforbear. Autorka fotografuje różne rzeczy w taki sposób, żeby na kwadratowym polu zdjęcia zawsze była wyraźnie zaznaczona przekątna. Czasem są to naturalne widoki/krajobrazy, a czasem specjalnie ułożone kompozycje przedmiotów. Oglądanie tych fotografii bardzo mnie wciągnęło, bo chociaż technicznie wszystko wydaje się proste, to jednak efekt końcowy robi niesamowite wrażenie. Poniżej kilka zdjęć na zachętę. 

Źródło: https://www.instagram.com/teaforbear/

Źródło: https://www.instagram.com/teaforbear/

Źródło: https://www.instagram.com/teaforbear/


Książkowe arcydzieła 
Wbrew pozorom nie mam na myśli wielkich dzieł światowej literatury. Chodzi mi raczej o przepiękne rzeźby tworzone ze starych książek. Ja tym zagadnieniem interesuję się już od pewnego czasu, i mam nawet kilku ulubionych artystów. Są to między innymi: Su Blackwell, Brian Dettmer oraz Guy Laramee. Bardzo dużo fantastycznych zdjęć możecie łatwo znaleźć w wyszukiwarce grafiki, wystarczy wpisać hasło typu "book sculptures".







100 lat w 2 minuty
Ostatnią rzeczą, którą dziś polecam jest kanał na YT o nazwie Mode. Oprócz różnych filmików dotyczących urody czy gastronomii, mają także świetną serię zatytułowaną "The 100 years", gdzie w zabawny sposób pokazują zmiany zachodzące na przestrzeni lat: od początku XX wieku aż do teraz. Przykładowo mamy więc filmy o jedzeniu, samochodach lub zabawkach, a także oddzielną serię (moją ulubioną) "100 years of fashion", którą polecam oglądać z lekkim przymrużeniem oka;). Jeden z tych filmów, a dokładnie "100 years of fashion: Wedding Dresses" linkowałam niedawno na moim blogowym profilu na fb, więc być może część z Was już go widziała.



piątek, 22 stycznia 2016

Gran Canaria po naszemu


Gdybym miała polecić Wam jakieś miejsce idealne na krótkie, zimowe wczasy, z pewnością byłaby to Gran Canaria. Wyspy Kanaryjskie kojarzone są często jako jedna wielka turystyczna imprezownia. Owszem, jeżeli jedziemy z biurem podróży, i cały tydzień spędzamy w kurorcie przy hotelu (no, ewentualnie z wyjątkiem na jedną wycieczkę fakultatywną) to rzeczywiście można odnieść podobne wrażenie. My jednak postanowiliśmy zabrać się do sprawy inaczej - wynająć samochód, i w ciągu pięciu dni (siedmiu wliczając przeloty) objechać wyspę oraz zobaczyć tyle, ile się da. Na początek zaznaczę, że wbrew pozorom taka wyprawa nie wymaga olbrzymich nakładów finansowych. W sezonie zimowym tanie loty na Gran Canarię z Krakowa i Warszawy są w bardzo okazyjnych cenach. Co więcej, za wstęp do większości atrakcji się nie płaci, a dzięki usługom Couchsurfingu oraz Airbnb można dużo zaoszczędzić na noclegach. 

Nie będę opisywała Wam wyjazdu krok po kroku, ponieważ moim zdaniem nie ma to sensu. My założyliśmy, że zaczynamy na północy wyspy, potem jedziemy przez górzyste centrum, a kończymy na południu. Każdy może sam opracować swój wariant trasy, obecnie my sami byśmy go zmodyfikowali. Postanowiłam skupić się na miejscach, które odwiedziliśmy, i które z czystym sumieniem mogę polecić jako warte zobaczenia. Postaram się także podzielić kilkoma praktycznymi informacjami. 

PÓŁNOC
Las Palmas
Największe miasto, i jednocześnie stolica wyspy. Tak jak na całej północy, lokalni mieszkańcy przeważają tutaj nad turystami. Wszystko zależy od tego, ile czasu poświęcicie na zwiedzanie Las Palmas, ale jako najciekawsze i priorytetowe wskazałabym dwie dzielnice: Veguetę (zabytkowe centrum) oraz obszar Playa de las Canteras. Vegueta zachwyca małymi kamieniczkami, starymi kościołami oraz wąskimi uliczkami. To właśnie tutaj, w Casa de Colon zatrzymywał się Kolumb podczas wypraw do Nowego Świata. Z kolei Playa de las Canteras to główna plaża miasta, wzdłuż której na całej długości biegnie malowniczy deptak (paseo), kończący się przy monumentalnym gmachu Audytorium i Centrum Konferencyjnego im. Alfredo Krausa. 
Kamienica na Starym Mieście, z charakterystycznym balkonem.

Katedra św. Anny

Zachód słońca na Playa de los Canteras

Fragment muralu przy deptaku na Playa de los Canteras


Jardin Botanico Canario
Niezwykły ogród botaniczny, położony zaledwie 15 minut drogi autobusem od Las Palmas. Znajduje się tutaj największy zbiór roślin endemicznych Gran Canarii. Ogród położony jest na zboczu wąwozu, a na jego przejście należy poświęcić minimum 2-3 godziny. Największe wrażenie robią niezliczone gatunki kaktusów oraz skupiska charakterystycznych Smoczych Drzew (Dracena Draco). 

Smocze Drzewa

Chwila odpoczynku po zejściu na sam dół wąwozu.

Uwaga na kolce! :) 


Arucas
Niewielkie miasto, z dominującym neogotyckim kościołem San Juan Bautista (do jego wybudowania użyto lokalnego szarego bazaltu piedra azul). Spacer uliczkami Arucas nie zajmuje dużo czasu, ale dostarcza sporo przyjemności. Osobiście najmilej wspominam barwne fasady kamienic, kolorowe okiennice oraz regionalne Muzeum w Arucas, prezentujące sztukę kanaryjskich artystów. Nie zdziwcie się, jeśli zobaczycie rosnące tam krzewy Gwiazdy Betlejemskiej, rośliny u nas ściśle kojarzonej z okresem Bożego Narodzenia. 





Firgas 
Malutkie miasteczko, słynące głównie z wody źródlanej. Jednak to nie woda przyciągnęła nas do tej najmniejszej gminy Gran Canarii, lecz urocze, obłożone kafelkami ławeczki. Każda z nich symbolizuje jedno miasto wyspy, a na oparciu przedstawia charakterystyczny dla danego miejsca krajobraz. 





CENTRUM (GÓRY) 
Niejednokrotnie na zawiłych drogach umierałam ze strachu, jednak mogę szczerze powiedzieć, że góry Gran Canarii zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Oprócz krajobrazów zapierających dech w piersiach (dosłownie i w przenośni) znajduje się tam sporo urokliwych miasteczek, które dzięki swojemu położeniu skutecznie opierają się masowemu ruchowi turystycznemu. Miejsca szczególnie godne wyróżnienia to:

Teror - miasto w przewodnikach określane "klejnotem architektury". W centrum znajduje się bazylika Matki Boskiej Sosnowej - patronki wyspy. To tutaj pierwszy raz spróbowałam kulinarnego specjału Gran Canarii: sosu mojo verde, składającego się z oliwy, octu, czosnku, kuminu, kolendry i pietruszki. Jest naprawdę przepyszny, ale warto go jeść jedynie w lokalnych knajpkach, ponieważ wersje sklepowe są duuużo gorsze. Mojo występuje również w wariancie rojo (z papryką) oraz picon (z chilli).




Cruz de Tejeda - znajduje się tutaj krzyż, symbolicznie wyznaczający środek wyspy. Polecam zatrzymać się w tym miejscu na nocleg w niewielkim hotelu Rural el Refugio - gospodarz jest przesympatyczny, gościom przychyla nieba, i to zdecydowanie on tworzy atmosferę tego miejsca.




Roque Nublo i Roque Bentayaga - dwa bardzo charakterystyczne ostańce skalne, widoczne z dużych odległości. Znajdują się na nich turystyczne punkty widokowe, z których zobaczycie najpiękniejsze panoramy na wyspie. Wyjazd samochodem na samą górę dla odważnych, ale zdecydowanie wart zachodu. Natrafić tutaj można na liczne ślady pierwotnych mieszkańców wyspy - Guanczów.





Fataga - czarująca górska miejscowość, bardzo cicha i spokojna. Najbardziej charakterystyczna dla Fatagi jest jej zabudowa, którą tworzą niewielkie "łaciate" domki. Nie ma tam praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej, ale zdecydowanie warto poświęcić przynajmniej pół godziny na spacer po licznych zakamarkach.





POŁUDNIE
Obszar najbardziej zdominowany przez turystów. Większość tamtejszych zabudowań to hotele albo inna infrastruktura służąca przyjezdnym. Zdecydowanie więcej autentyzmu i pięknych widoków znajdziecie w górach lub na północy. Jeżeli chodzi o południe, to pozytywnie kojarzą mi się dwa miejsca: rozległe nadmorskie wydmy położone między Maspalomas i Playa del Ingles, oraz portowe miasteczko Puerto de Mogan







Na zakończenie wskazówka związana z parkowaniem. Tak naprawdę prócz Las Palmas nigdzie nie mieliśmy większego problemu, żeby znaleźć darmowe miejsce. Podkreśliłam to słowo, ponieważ tak jak w Polsce, na Gran Canarii są strefy płatnego parkowania. Bardzo łatwo się w tym połapać, ponieważ miejsca postojowe są oznakowane farbami w trzech kolorach. Biały to postój bezpłatny, niebieski płatny, a na polach żółtych w ogóle nie można parkować.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do samodzielnego zwiedzania i odkrywania wyspy. Jeżeli już tam byliście, koniecznie podzielcie się wrażeniami :)