poniedziałek, 26 października 2015

Sezon jesień/zima - co warto kupić?

Zapewne dziwicie się, że podejmuję ten temat dopiero teraz, gdy jesień jest już w pełni. Obserwując otoczenie zauważyłam, że zdecydowanie chętniej wydajemy pieniądze nie na samym początku sezonu, lecz podczas wyprzedaży w trakcie jego trwania (tzw. midseason sale). Ponieważ wyprzedaże często związane są ze spontanicznymi i nieprzemyślanymi zakupami, postanowiłam przeglądnąć magazyny dotyczące mody z kilku ostatnich lat. Starałam się wybrać takie elementy, które zawsze powracają w okresie jesienno-zimowym, a także te które były (oraz są) tylko przelotnymi trendami, i najpewniej niedługo stracą cały swój urok. Przygotowałam dla Was również kilka zestawów zdjęć, w ramach drobnej inspiracji. 
Mam prośbę, żebyście podeszli do tego posta z dystansem. Jak już wspomniałam, moje spostrzeżenia oparłam na przeglądzie różnych magazynów (niektóre są nawet sprzed kilkunastu lat), ale jeżeli ktoś poczuje się urażony, bądź ma odmienne zdanie, chętnie podyskutuję na ten temat w komentarzach. :) 
Na pierwszy ogień idą jesienne "klasyki". W elementy tego typu warto inwestować, bo najpewniej po wielu latach wciąż będą cieszyły się popularnością. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest kupowanie takich rzeczy, z których będziecie korzystać przez cały rok. Przykładowo: długą spódnicę w stylu boho możecie nosić latem do sandałów, a także jesienią do botków na obcasie i futrzanej kamizelki. 

KRATA

Krata (zwłaszcza typu Tartan) jako wzór jest w okresie jesiennym niezwykle popularna. Mi osobiście zawsze nasuwa pozytywne skojarzenia, np. ze staromodnym fotelem stojącym przy kominku, lub przytulnym, wełnianym pledem, którym mogę się otulić. Moje dwie ulubione kraciaste rzeczy w szafie to ciepła, flanelowa męska koszula oraz spodnie cygaretki (kupione w second handzie, podczas tegorocznego wyjazdu do Wiednia). Jeżeli jednak w tym wzorze nie czujecie się zbyt pewnie, lub też kraciaste koszule kojarzą się Wam jedynie z brodatym drwalem albo festynem country, to najlepiej spróbować szczęścia w doborze dodatków. Tutaj pole do popisu jest bardzo szerokie, do dyspozycji mamy między innymi szale, rękawiczki, czapki, poncza, kamizelki, a nawet torebki.  




ZWIERZĘCE PRINTY

Być może w tym sezonie nie są tak widoczne jak w poprzednich, ale pojawiają się praktycznie co roku. Oprócz popularnej panterki można znaleźć nawiązania do innych dzikich zwierząt, na przykład zebry lub tygrysa. Nie ukrywajmy, że noszenie wzorów tego typu wymaga dużej pewności siebie. Zawsze z zazdrością obserwuję dziewczyny ubrane w obszerne "panterkowe" płaszcze, być może kiedyś nadejdzie dzień, że sama odważę się taki założyć:). Jeżeli podobnie jak ja nie jesteście do końca przekonane, warto wypróbować mniejsze elementy garderoby i dodatki. 




STYL BOHO 

Boho najczęściej pojawia się w kolekcjach sklepowych właśnie na jesień, lub późną wiosną i latem. Daje każdemu duże pole do popisu, bo łączy w sobie luźne bluzki, wzorzyste swetry, kamizelki, długie spódnice, falbany i frędzle, a my czerpiemy z tego tyle, ile nam się podoba. Żeby uniknąć stylizacji typowo hipisowskiej lub zalatującej cygańską bohemą, można postawić na jeden, wyrazisty element - kolorową biżuterię (drewno, koraliki, pióra, itp.), futrzaną kamizelkę, buty/torebkę z frędzlami, albo bluzkę z falbanami (super wyglądają takie, które subtelnie wystają spod swetra). Warto wykorzystać również poncza, ostatnio bardzo popularne. Od niedawna niektóre firmy starają się nas znowu przekonać do spodni "dzwonów", ale czy ulegniecie temu trendowi, to już Wasza decyzja :)




DZIANINY, GRUBE SPLOTY

O tej porze roku zawsze powracają grube dzianiny, co oczywiście jest wynikiem spadku temperatury powietrza. Warto zainwestować w porządny sweter, zwłaszcza taki o wyraźnych, grubych splotach. Już samo patrzenie na takie detale daje mi poczucie ciepła;). Jeśli chodzi o kolor, zależy on wyłącznie od preferencji, przykładowo moim zdaniem najlepsze są różne odcienie szarości, ewentualnie pastele. Wełniane lub kaszmirowe swetry bywają dosyć drogie, ale ciekawą alternatywą są poszukiwania na wyprzedażach lub w lumpeksach - można tam trafić na rzeczy bardzo dobrej jakości. Grube sploty mają zastosowanie również w innych częściach garderoby: szalach, czapkach i rękawiczkach. 




KAPELUSZE 

Popularność kapeluszy od kilku lat rośnie, ale w tym roku osiągnęła chyba apogeum. Chodząc po galeriach handlowych przekonacie się, że praktycznie nie znajdziecie sklepu, który nie miałby w ofercie kapelusza. Firmy kuszą różnymi modelami i kolorami, dlatego warto postawić na dobrą jakość. Jeżeli już w sklepie kapelusz wygląda jak wyjęty z pralki, dziwnie się zagina, mechaci lub ma zaciągnięcia, to nie marnujcie na niego pieniędzy. Ja jestem wielką fanką tych nakryć głowy i mam ich chyba 6 lub 7, przy czym sama kupiłam jeden, resztę mam w spadku po mamie;). 



No to rzeczy ponadczasowe mamy już omówione. W sklepach natomiast możecie trafić również na te, które moment świetności mają za sobą. W oparciu o lekturę kilku artykułów myślę, że podczas zakupów warto przemyśleć kupno: 

- kurtek typu parka - były modne chyba od trzech sezonów, ale ich czas wyraźnie się kończy. Oczywiście na ulicy wciąż zobaczycie ich sporo, co wynika z zakupów zrobionych w latach poprzednich, ale coraz mniej firm ma je w swojej ofercie (nie licząc młodzieżowych). 

- płaszczy szlafrokowych - nie do każdej sylwetki pasują, nie są też zbyt praktyczne przy ujemnych temperaturach (najczęściej brak guzików), ani uniwersalne (na bardzo eleganckie wyjścia się nie nadają). Ogólnie do modnych w danym sezonie okryć wierzchnich trzeba podchodzić z dużym dystansem, gdyż co roku lansowane są inne typy: budrysówki, płaszcze oversize, płaszcze typu polo lub właśnie "szlafroki". 

- spodnie kuloty - kolejny hit tego roku, na Instagramie chyba wszystkie znane blogerki miały w nich zdjęcia. Skracają nogi, a jeśli nie mamy idealnej sylwetki, to ciężko je z czymkolwiek zestawić.

- czarne czapki beanie ze zwariowanymi napisami, zwłaszcza w grupie osób 20+.

Czy jeszcze przychodzi Wam do głowy coś, co można dopisać do jednej lub drugiej grupy? Czekam na Wasze opinie. 

niedziela, 11 października 2015

Targi Slow Fashion w Warszawie

Taki kwiecisty napis witał wszystkich przybywających na targi :)

Nie wiem jak Wam, ale mi jesienna aura dała już porządnie popalić, bo od pięciu dni nieprzerwanie choruję. W ostatnich miesiącach postanowiłam zrobić poważną rewolucję w swoim życiu, podjęłam kilka istotnych decyzji, dużo się działo (być może za jakiś czas napiszę o szczegółach), a tutaj nagle dopadło mnie łóżko, piżama i 10 paczek chusteczek dziennie. Organizm chwilowo odmawia mi posłuszeństwa, ale jak to mówią "nie ma tego złego...", ponieważ mogę spokojnie napisać Wam o moich odczuciach związanych z warszawskimi targami Slow Fashion, na które pojechałam w zeszłym tygodniu. 

Wrażenia mam raczej pozytywne, chociaż przyznaję, że było także trochę poważnych niedociągnięć. W dużym skrócie, zdecydowanie na plus oceniłabym miejsce organizacji wydarzenia (Stadion Narodowy), podział targów na strefy, organizację przymierzalni oraz imponującą liczbę wystawców. Z kolei słabą stroną była dla mnie strefa Slow Food (wewnątrz praktycznie trzy stoiska i brak miejsc do siedzenia, na zewnątrz foodtrucki, które ponoć były "wyselekcjonowane", jednak moim zdaniem ze slow foodem miały niewiele wspólnego), a także bilety w formie opasek na nadgarstek (od razu skojarzyły mi się z hotelowymi, neonowymi bransoletkami "all inclusive"). Tym, co jednak trapi mnie najbardziej (po raz kolejny) jest zbyt mała różnorodność oferowanych produktów, i ich wysokie ceny. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale napotkałam całkiem sporo przypadków, gdy np. poliestrowa sukienka do kolan kosztowała 600 złotych, a bluza dresowa 300. Muszę poświęcić temu tematowi oddzielny post, ale niesamowicie irytuje mnie zawyżanie cen tylko dlatego, że coś jest "made in Poland". Natomiast kwestię braku różnorodności poruszałam już kiedyś we wpisie o krakowskim Kiermashu (tutaj link) i wciąż jestem zawiedziona, choć już nie w takim dużym stopniu.






Jak pewnie część z Was pamięta, spore nadzieje wiązałam ze strefą Elegance, ponieważ przeważająca na targach moda "dresowa" nie jest do końca w moim stylu. Muszę przyznać, że obecnych było bardzo wielu wystawców oferujących ubrania i dodatki eleganckie, jednak chodząc od stoiska do stoiska odniosłam wrażenie, że na co drugim widzę to samo. Wyraźnie dominowały płaszcze oversize lub typu szlafrokowego, sukienki "tuby", piankowe spódnice oraz minimalistyczna biżuteria. Jeżeli zaś chodzi o modę męską to były tylko trzy stoiska godne uwagi. Na szczęście udało mi się trafić na kilku wystawców, którzy skradli moje serce. Miałam bardzo rygorystycznie określony budżet, dlatego nie kupiłam wiele, ale teraz przynajmniej wiem, na jakie perełki powinnam zacząć oszczędzać;).

Na co dzień do mojej garderoby bardzo lubię wplatać różne elementy inspirowane modą męską, dlatego gdy zobaczyliśmy z mężem stoisko Moniki Stawczyk (tworzącej pod marką Bowstyle), nie mogliśmy się od niego oderwać. Pani Monika ma w ofercie muchy i poszetki we wszystkich kolorach i wzorach, jednak na nas największe wrażenie zrobiły szyte przez nią męskie i damskie kamizelki. Uwierzcie mi, na tak dobre krawiectwo aż miło było popatrzeć. Ostatecznie kupiłam dla siebie dwie muchy (poniżej), a mąż wciąż rozważa zamówienie kamizelki:).



Kolejna marka, którą chciałabym Wam polecić jest Pradelle - jedyny w Polsce dystrybutor biżuterii Thallo tworzonej z... naturalnych roślin! Jak możemy przeczytać na ich stronie "rośliny są w odpowiedni sposób utrwalane, poddawane obróbce, a następnie platerowane metalami szlachetnymi o najwyższej próbie. Na koniec biżuteria jest utwardzana specjalnym lakierem, tak żeby była odporna na różne uszkodzenia mechaniczne. Wszystkie z czynności są wykonywane ręcznie z największą starannością." Skomplikowany proces produkcji ma swoje odzwierciedlenie w cenach, są one jednak dość zróżnicowane. Poniżej mój ulubiony (niestety póki co tylko na zdjęciu) naszyjnik Demetra, zrobiony z dwóch kłosów zboża pokrytych złotem. Cudo!



Podczas targów widziałam kilku wystawców oferujących kurtki skórzane, ale najlepsze wrażenie zrobiła na mnie pani z Mollocco Design. Piękne kurtki w różnych krojach i kolorach, a do tego w bardzo atrakcyjnej cenie. Moją obecną skórzaną ramoneskę mam już dość długo i uwielbiam ją, ale gdy w końcu nadejdzie koniec jej "żywota", to nie mam wątpliwości do kogo się zwrócić:). Mollocco reklamuje się słowami "uszyjemy ze skóry wszystko czego zapragniesz", więc do wyboru są także sukienki, bluzki, spódnice oraz torebki nerki.



Skoro już o torebkach mowa, to muszę wspomnieć o marce LA BOBA. Jej cechy charakterystyczne to proste, eleganckie wzory i świetna jakość wykonania. W moje gusta najbardziej trafiają modele o mniejszych rozmiarach i pudełkowym kształcie, takie jak Alicante, Carmen (poniżej) czy Havana. Znaczącym minusem są jednak ceny, gdyż polskie torebki skórzane o podobnych wymiarach można kupić znacznie taniej (na przykład u Klaudii Rozwadowskiej czy Zuzi Górskiej).


I już na zakończenie M.unique, które urzekło mnie swoją kolekcją - prostą, ale bardzo kobiecą i elegancką. Znajdziecie tam przede wszystkim sukienki i spódnice, chociaż ja przekornie kupiłam... spodnie. Od bardzo dawna szukałam podobnego kroju, i nie mogłam sobie odmówić gdy je zobaczyłam. Są w kolorze granatu, z wysokim stanem, zakładkami i zwężającą się nogawką (skład: 95% wiskoza). M.unique dostało mojego "lajka" na facebooku, bo wiem, że będę z zainteresowaniem obserwować ich nowe kolekcje.

To już wszystko na dzisiaj. Może ktoś z Was również był wtedy na targach Slow Fashion? Albo wybrał się na wczorajszy CRACK Fashion Festival w Krakowie? Niestety przez chorobę ja musiałam sobie odpuścić. Trzymajcie się ciepło!


czwartek, 1 października 2015

Czasoumilacze październikowe

Już od dłuższego czasu nosiłam się z zamiarem napisania na blogu kilku postów (nawet mam gotową listę tematów), jednak ostatnio bardzo dużo się u mnie działo. Gdy wreszcie miałam chwilę wytchnienia, to nie mogłam zmobilizować się do pisania, w wyniku czego trochę zaniedbałam bloga. Mam nadzieję, że rozpoczęcie nowego cyklu tematycznego zmotywuje mnie do regularnego pisania. Nową serię postów postanowiłam nazwać "Czasoumilacze". Motywem przewodnim będą różne odkrycia i ciekawostki, które pozwolą Wam miło spędzić wolny czas. Kategorie są nieograniczone, może więc pojawić się jakiś film, nowa książka, interesujące wydarzenie, inicjatywa, blog, gra, itp. Być może sami natkniecie się na coś wartego uwagi, dlatego liczę również na Wasze głosy. 

Dziś przygotowałam dla Was profil na Instagramie, film oraz ciekawe wydarzenie. Zaczynajmy! :) 

The Front Door Project, czyli od drzwi do drzwi. 



Profil o takiej nazwie założyła na Instagramie Deb Cohen, która postanowiła uwieczniać na zdjęciach fronty różnych domów i rezydencji, głównie na obszarze Nowej Anglii, ale nie tylko. Szczerze mówiąc, przeglądając tę niezwykłą galerię byłam pod dużym wrażeniem, i sama nie mogłam się nadziwić jak pięknie i "bajkowo" może wyglądać wejście do domu. Sama autorka przyznała, że podczas rozkręcania projektu odczuła potrzebę przemalowania swoich klasycznych, czarnych drzwi: "I just painted my front door! My door was a classic black, which looked great, but I thought as “The Front Door Project” I needed to jazz it up a bit. It is now a lovely “Autumn Purple” by Benjamin Moore." Jeżeli nie gustujecie w Instagramie być może zainteresuje Was blog Deb, na którym nie tylko zamieszcza zdjęcia, lecz także często opisuje historię danego miejsca lub regionu. 


Slow West - film dla wyspanych
Chciałabym na jeden z wieczornych seansów polecić Wam film "Slow West", chociaż mam pełną świadomość, iż nie każdemu się on spodoba. Dlaczego? No cóż... powiedzmy, że słowo "slow" w tytule nie jest przypadkowe:). Jeżeli chodzi o dynamikę akcji, to doświadczycie jej jedynie w kilku ostatnich minutach. Największą wartością tego filmu jest klimat oraz zdjęcia, pokazujące pełne kolorów, majestatyczne i rozległe krajobrazy. Osobiście na plus oceniłabym także specyficzny humor zawarty w dialogach. Historia skupia się na postaci szkockiego panicza, który na Dzikim Zachodzie pragnie odszukać Rose - miłość swego życia. Być może brzmi to jak tanie romansidło, ale sami możecie przekonać się, jaka jest prawda. Odradzam jedynie oglądanie tego filmu późnym wieczorem po ciężkim dniu pracy. W takim wypadku istnieje bardzo duża szansa, że nie dotrwacie do końca seansu. ;) 





Targi Slow Fashion w Warszawie
W najbliższy weekend wybieram się po raz pierwszy na targi Slow Fashion do Warszawy, które odbędą się na Stadionie Narodowym. Tutaj link do wydarzenia na Facebooku. Z tego co wyczytałam, przestrzeń wystawiennicza ma być podzielona na strefy: Moda Casual, Street, Elegance, Kids, Ciało i Slow Food. Nie ukrywam, że duże nadzieje pokładam w dziale Elegance, który stanowiłby alternatywę dla wszechobecnych na polskich targach ubrań z szarego dresu, plecaków "worków" i czapek typu beanie. Jak będzie - zobaczymy, w każdym razie na pewno możecie spodziewać się na blogu relacji z tego wydarzenia oraz mojej szczerej, subiektywnej oceny. Co ważne, dzięki współpracy organizatorów z fundacją La Strada (zajmującą się handlem ludźmi i niewolnictwem), połowa dochodów z biletów zostanie przekazana na cele dobroczynne. Poniżej dla zainteresowanych lista wystawców.