piątek, 22 stycznia 2016

Gran Canaria po naszemu


Gdybym miała polecić Wam jakieś miejsce idealne na krótkie, zimowe wczasy, z pewnością byłaby to Gran Canaria. Wyspy Kanaryjskie kojarzone są często jako jedna wielka turystyczna imprezownia. Owszem, jeżeli jedziemy z biurem podróży, i cały tydzień spędzamy w kurorcie przy hotelu (no, ewentualnie z wyjątkiem na jedną wycieczkę fakultatywną) to rzeczywiście można odnieść podobne wrażenie. My jednak postanowiliśmy zabrać się do sprawy inaczej - wynająć samochód, i w ciągu pięciu dni (siedmiu wliczając przeloty) objechać wyspę oraz zobaczyć tyle, ile się da. Na początek zaznaczę, że wbrew pozorom taka wyprawa nie wymaga olbrzymich nakładów finansowych. W sezonie zimowym tanie loty na Gran Canarię z Krakowa i Warszawy są w bardzo okazyjnych cenach. Co więcej, za wstęp do większości atrakcji się nie płaci, a dzięki usługom Couchsurfingu oraz Airbnb można dużo zaoszczędzić na noclegach. 

Nie będę opisywała Wam wyjazdu krok po kroku, ponieważ moim zdaniem nie ma to sensu. My założyliśmy, że zaczynamy na północy wyspy, potem jedziemy przez górzyste centrum, a kończymy na południu. Każdy może sam opracować swój wariant trasy, obecnie my sami byśmy go zmodyfikowali. Postanowiłam skupić się na miejscach, które odwiedziliśmy, i które z czystym sumieniem mogę polecić jako warte zobaczenia. Postaram się także podzielić kilkoma praktycznymi informacjami. 

PÓŁNOC
Las Palmas
Największe miasto, i jednocześnie stolica wyspy. Tak jak na całej północy, lokalni mieszkańcy przeważają tutaj nad turystami. Wszystko zależy od tego, ile czasu poświęcicie na zwiedzanie Las Palmas, ale jako najciekawsze i priorytetowe wskazałabym dwie dzielnice: Veguetę (zabytkowe centrum) oraz obszar Playa de las Canteras. Vegueta zachwyca małymi kamieniczkami, starymi kościołami oraz wąskimi uliczkami. To właśnie tutaj, w Casa de Colon zatrzymywał się Kolumb podczas wypraw do Nowego Świata. Z kolei Playa de las Canteras to główna plaża miasta, wzdłuż której na całej długości biegnie malowniczy deptak (paseo), kończący się przy monumentalnym gmachu Audytorium i Centrum Konferencyjnego im. Alfredo Krausa. 
Kamienica na Starym Mieście, z charakterystycznym balkonem.

Katedra św. Anny

Zachód słońca na Playa de los Canteras

Fragment muralu przy deptaku na Playa de los Canteras


Jardin Botanico Canario
Niezwykły ogród botaniczny, położony zaledwie 15 minut drogi autobusem od Las Palmas. Znajduje się tutaj największy zbiór roślin endemicznych Gran Canarii. Ogród położony jest na zboczu wąwozu, a na jego przejście należy poświęcić minimum 2-3 godziny. Największe wrażenie robią niezliczone gatunki kaktusów oraz skupiska charakterystycznych Smoczych Drzew (Dracena Draco). 

Smocze Drzewa

Chwila odpoczynku po zejściu na sam dół wąwozu.

Uwaga na kolce! :) 


Arucas
Niewielkie miasto, z dominującym neogotyckim kościołem San Juan Bautista (do jego wybudowania użyto lokalnego szarego bazaltu piedra azul). Spacer uliczkami Arucas nie zajmuje dużo czasu, ale dostarcza sporo przyjemności. Osobiście najmilej wspominam barwne fasady kamienic, kolorowe okiennice oraz regionalne Muzeum w Arucas, prezentujące sztukę kanaryjskich artystów. Nie zdziwcie się, jeśli zobaczycie rosnące tam krzewy Gwiazdy Betlejemskiej, rośliny u nas ściśle kojarzonej z okresem Bożego Narodzenia. 





Firgas 
Malutkie miasteczko, słynące głównie z wody źródlanej. Jednak to nie woda przyciągnęła nas do tej najmniejszej gminy Gran Canarii, lecz urocze, obłożone kafelkami ławeczki. Każda z nich symbolizuje jedno miasto wyspy, a na oparciu przedstawia charakterystyczny dla danego miejsca krajobraz. 





CENTRUM (GÓRY) 
Niejednokrotnie na zawiłych drogach umierałam ze strachu, jednak mogę szczerze powiedzieć, że góry Gran Canarii zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Oprócz krajobrazów zapierających dech w piersiach (dosłownie i w przenośni) znajduje się tam sporo urokliwych miasteczek, które dzięki swojemu położeniu skutecznie opierają się masowemu ruchowi turystycznemu. Miejsca szczególnie godne wyróżnienia to:

Teror - miasto w przewodnikach określane "klejnotem architektury". W centrum znajduje się bazylika Matki Boskiej Sosnowej - patronki wyspy. To tutaj pierwszy raz spróbowałam kulinarnego specjału Gran Canarii: sosu mojo verde, składającego się z oliwy, octu, czosnku, kuminu, kolendry i pietruszki. Jest naprawdę przepyszny, ale warto go jeść jedynie w lokalnych knajpkach, ponieważ wersje sklepowe są duuużo gorsze. Mojo występuje również w wariancie rojo (z papryką) oraz picon (z chilli).




Cruz de Tejeda - znajduje się tutaj krzyż, symbolicznie wyznaczający środek wyspy. Polecam zatrzymać się w tym miejscu na nocleg w niewielkim hotelu Rural el Refugio - gospodarz jest przesympatyczny, gościom przychyla nieba, i to zdecydowanie on tworzy atmosferę tego miejsca.




Roque Nublo i Roque Bentayaga - dwa bardzo charakterystyczne ostańce skalne, widoczne z dużych odległości. Znajdują się na nich turystyczne punkty widokowe, z których zobaczycie najpiękniejsze panoramy na wyspie. Wyjazd samochodem na samą górę dla odważnych, ale zdecydowanie wart zachodu. Natrafić tutaj można na liczne ślady pierwotnych mieszkańców wyspy - Guanczów.





Fataga - czarująca górska miejscowość, bardzo cicha i spokojna. Najbardziej charakterystyczna dla Fatagi jest jej zabudowa, którą tworzą niewielkie "łaciate" domki. Nie ma tam praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej, ale zdecydowanie warto poświęcić przynajmniej pół godziny na spacer po licznych zakamarkach.





POŁUDNIE
Obszar najbardziej zdominowany przez turystów. Większość tamtejszych zabudowań to hotele albo inna infrastruktura służąca przyjezdnym. Zdecydowanie więcej autentyzmu i pięknych widoków znajdziecie w górach lub na północy. Jeżeli chodzi o południe, to pozytywnie kojarzą mi się dwa miejsca: rozległe nadmorskie wydmy położone między Maspalomas i Playa del Ingles, oraz portowe miasteczko Puerto de Mogan







Na zakończenie wskazówka związana z parkowaniem. Tak naprawdę prócz Las Palmas nigdzie nie mieliśmy większego problemu, żeby znaleźć darmowe miejsce. Podkreśliłam to słowo, ponieważ tak jak w Polsce, na Gran Canarii są strefy płatnego parkowania. Bardzo łatwo się w tym połapać, ponieważ miejsca postojowe są oznakowane farbami w trzech kolorach. Biały to postój bezpłatny, niebieski płatny, a na polach żółtych w ogóle nie można parkować.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do samodzielnego zwiedzania i odkrywania wyspy. Jeżeli już tam byliście, koniecznie podzielcie się wrażeniami :) 

środa, 30 grudnia 2015

3P na koniec roku: podsumowania, przemyślenia i postanowienia.

W grudniu niewiele działo się na blogu, co było po części związane z drobną rewolucją w moim życiu, lecz także z wyjazdem za granicę w pierwszej połowie miesiąca (od jakiegoś czasu przygotowuję dla Was styczniowy post podróżniczy;)). Już jutro ostatni dzień roku 2015, i pomyślałam sobie, że może warto poświęcić chwilę na odrobinę refleksji. Wszystko zebrałam w prostej formie 3P (czyli podsumowania, przemyślenia i postanowienia). 

PODSUMOWANIA
Cały ten miniony rok oceniam bardzo pozytywnie. Oczywiście były trudne chwile i ciężkie momenty, ale zdecydowana większość doświadczeń przyniosła mi dużo radości i szczęścia. Gdybym miała wyliczyć niektóre z nich, z pewnością byłoby to: 
- ukończenie studiów magisterskich - może nie kosmiczny, ale zawsze sukces ;) 
- prowadzenie własnego bloga (kilka dni temu obchodziłam blogowe pierwsze urodziny!) - nawet nie domyślacie się, jaką trudność sprawiło mi przełamanie się i wyjście z moim pisaniem "do ludzi". Okropnie się stresowałam i obawiałam negatywnej reakcji znajomych, lecz, jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie, bo wielu bardzo mnie wspiera i motywuje. Za każdym razem największą radość sprawiają mi komentarze pod postami - interakcja z czytelnikami bloga jest dla mnie niezwykle budująca. 
- podróże małe i duże - chyba nic nie ładuje mi akumulatorów tak, jak odwiedzanie i poznawanie nowych miejsc. Bez znaczenia, czy są to tylko drobne wycieczki (w tym roku zaliczyliśmy m.in. Bieszczady, Zamek Lipowiec, Niepołomice, Janów Lubelski) czy dalsze wyjazdy: do Wiednia i na Gran Canrię. Spełnieniem mojego marzenia z pewnością była również podróż poślubna na Malediwach.   
- 25 urodziny - dzięki mojemu mężowi oraz zaangażowaniu przyjaciół, były to najwspanialsze urodziny jakie do tej pory miałam. Ponieważ uwielbiam gry miejskie, zorganizowano dla mnie właśnie taką grę, trwającą prawie cały dzień. Musiałam wykonywać różne skomplikowane zadania oraz wykazywać się wieloma (czasem dziwacznymi) umiejętnościami. 
- nowi ludzie - w tym roku poznałam dużo nowych osób, i już wiem, że z niektórymi mam szansę nawiązać długoletnie i wartościowe znajomości. 

PRZEMYŚLENIA
Jeżeli chodzi o blogowanie, z pewnością chciałabym je kontynuować. Zauważyłam, że największą popularnością cieszą się posty związane z modą i slow fashion, co widocznie powinnam wziąć pod uwagę, i poświęcić tym zagadnieniom więcej uwagi. Mam już pomysły na nowe cykle tematyczne, i bardzo chciałabym je zrealizować. Na pewno dalej pojawiać się będą różne ciekawe miejsca do odwiedzenia, rękodzieło oraz sporadyczne posty kulinarne. Jeżeli macie jakieś sugestie lub pomysły, bardzo chętnie się z nimi zapoznam. 
Wykraczając poza sferę blogowania, podjęłam w tym roku istotną decyzję co do własnej kariery zawodowej i tego, co chciałabym robić w życiu. Często słyszymy, że sami siebie ograniczamy, jeżeli chodzi o realizację naszych marzeń. Zawsze podchodziłam do tego z dużym dystansem, ale po głębszym przemyśleniu sprawy zrozumiałam, że (w moim przypadku) to jednak prawda. Podjęłam wobec tego pewne kroki, które mam nadzieję w przyszłym roku zaczną powoli owocować, i pomogą mi osiągnąć cel. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na pewno dam Wam znać. 

POSTANOWIENIA
Mam ich kilka, ale najważniejsze dotyczy bycia większą optymistką. Niestety spotkało mnie w życiu takie wydarzenie, które sprawiło, że od tamtej pory ciężko mi z radością i pozytywnym myśleniem podejść do niektórych spraw. Bardzo chciałabym się zmienić, bo wyjątkowo w sobie tego nie lubię (takiego zamartwiania się "na zapas"). Żeby trochę sobie pomóc, postanowiłam w 2016 roku podjąć się pewnej inicjatywy, która określana jest "Słoikiem Szczęścia". W skrócie chodzi o to, żeby mieć jakiś pojemnik (może to być słoik) do którego codziennie wieczorem wkłada się karteczkę. Na tej karteczce zapisujemy co miłego/radosnego/pozytywnego spotkało nas danego dnia. Dzięki temu, pod koniec roku możemy zobaczyć, ilu pięknych chwil doświadczyliśmy w ciągu 12 miesięcy. Was również zachęcam do podobnej aktywności, i niech ta propozycja będzie moją skromną rekompensatą za pominięte grudniowe Czasoumilecze. Jak to u Was wygląda, czy też macie jakieś szczególne postanowienia na nadchodzący rok? Z całego serca życzę Wam ich pomyślnej realizacji oraz Szczęśliwego Nowego Roku!



poniedziałek, 26 października 2015

Sezon jesień/zima - co warto kupić?

Zapewne dziwicie się, że podejmuję ten temat dopiero teraz, gdy jesień jest już w pełni. Obserwując otoczenie zauważyłam, że zdecydowanie chętniej wydajemy pieniądze nie na samym początku sezonu, lecz podczas wyprzedaży w trakcie jego trwania (tzw. midseason sale). Ponieważ wyprzedaże często związane są ze spontanicznymi i nieprzemyślanymi zakupami, postanowiłam przeglądnąć magazyny dotyczące mody z kilku ostatnich lat. Starałam się wybrać takie elementy, które zawsze powracają w okresie jesienno-zimowym, a także te które były (oraz są) tylko przelotnymi trendami, i najpewniej niedługo stracą cały swój urok. Przygotowałam dla Was również kilka zestawów zdjęć, w ramach drobnej inspiracji. 
Mam prośbę, żebyście podeszli do tego posta z dystansem. Jak już wspomniałam, moje spostrzeżenia oparłam na przeglądzie różnych magazynów (niektóre są nawet sprzed kilkunastu lat), ale jeżeli ktoś poczuje się urażony, bądź ma odmienne zdanie, chętnie podyskutuję na ten temat w komentarzach. :) 
Na pierwszy ogień idą jesienne "klasyki". W elementy tego typu warto inwestować, bo najpewniej po wielu latach wciąż będą cieszyły się popularnością. Bardzo dobrym rozwiązaniem jest kupowanie takich rzeczy, z których będziecie korzystać przez cały rok. Przykładowo: długą spódnicę w stylu boho możecie nosić latem do sandałów, a także jesienią do botków na obcasie i futrzanej kamizelki. 

KRATA

Krata (zwłaszcza typu Tartan) jako wzór jest w okresie jesiennym niezwykle popularna. Mi osobiście zawsze nasuwa pozytywne skojarzenia, np. ze staromodnym fotelem stojącym przy kominku, lub przytulnym, wełnianym pledem, którym mogę się otulić. Moje dwie ulubione kraciaste rzeczy w szafie to ciepła, flanelowa męska koszula oraz spodnie cygaretki (kupione w second handzie, podczas tegorocznego wyjazdu do Wiednia). Jeżeli jednak w tym wzorze nie czujecie się zbyt pewnie, lub też kraciaste koszule kojarzą się Wam jedynie z brodatym drwalem albo festynem country, to najlepiej spróbować szczęścia w doborze dodatków. Tutaj pole do popisu jest bardzo szerokie, do dyspozycji mamy między innymi szale, rękawiczki, czapki, poncza, kamizelki, a nawet torebki.  




ZWIERZĘCE PRINTY

Być może w tym sezonie nie są tak widoczne jak w poprzednich, ale pojawiają się praktycznie co roku. Oprócz popularnej panterki można znaleźć nawiązania do innych dzikich zwierząt, na przykład zebry lub tygrysa. Nie ukrywajmy, że noszenie wzorów tego typu wymaga dużej pewności siebie. Zawsze z zazdrością obserwuję dziewczyny ubrane w obszerne "panterkowe" płaszcze, być może kiedyś nadejdzie dzień, że sama odważę się taki założyć:). Jeżeli podobnie jak ja nie jesteście do końca przekonane, warto wypróbować mniejsze elementy garderoby i dodatki. 




STYL BOHO 

Boho najczęściej pojawia się w kolekcjach sklepowych właśnie na jesień, lub późną wiosną i latem. Daje każdemu duże pole do popisu, bo łączy w sobie luźne bluzki, wzorzyste swetry, kamizelki, długie spódnice, falbany i frędzle, a my czerpiemy z tego tyle, ile nam się podoba. Żeby uniknąć stylizacji typowo hipisowskiej lub zalatującej cygańską bohemą, można postawić na jeden, wyrazisty element - kolorową biżuterię (drewno, koraliki, pióra, itp.), futrzaną kamizelkę, buty/torebkę z frędzlami, albo bluzkę z falbanami (super wyglądają takie, które subtelnie wystają spod swetra). Warto wykorzystać również poncza, ostatnio bardzo popularne. Od niedawna niektóre firmy starają się nas znowu przekonać do spodni "dzwonów", ale czy ulegniecie temu trendowi, to już Wasza decyzja :)




DZIANINY, GRUBE SPLOTY

O tej porze roku zawsze powracają grube dzianiny, co oczywiście jest wynikiem spadku temperatury powietrza. Warto zainwestować w porządny sweter, zwłaszcza taki o wyraźnych, grubych splotach. Już samo patrzenie na takie detale daje mi poczucie ciepła;). Jeśli chodzi o kolor, zależy on wyłącznie od preferencji, przykładowo moim zdaniem najlepsze są różne odcienie szarości, ewentualnie pastele. Wełniane lub kaszmirowe swetry bywają dosyć drogie, ale ciekawą alternatywą są poszukiwania na wyprzedażach lub w lumpeksach - można tam trafić na rzeczy bardzo dobrej jakości. Grube sploty mają zastosowanie również w innych częściach garderoby: szalach, czapkach i rękawiczkach. 




KAPELUSZE 

Popularność kapeluszy od kilku lat rośnie, ale w tym roku osiągnęła chyba apogeum. Chodząc po galeriach handlowych przekonacie się, że praktycznie nie znajdziecie sklepu, który nie miałby w ofercie kapelusza. Firmy kuszą różnymi modelami i kolorami, dlatego warto postawić na dobrą jakość. Jeżeli już w sklepie kapelusz wygląda jak wyjęty z pralki, dziwnie się zagina, mechaci lub ma zaciągnięcia, to nie marnujcie na niego pieniędzy. Ja jestem wielką fanką tych nakryć głowy i mam ich chyba 6 lub 7, przy czym sama kupiłam jeden, resztę mam w spadku po mamie;). 



No to rzeczy ponadczasowe mamy już omówione. W sklepach natomiast możecie trafić również na te, które moment świetności mają za sobą. W oparciu o lekturę kilku artykułów myślę, że podczas zakupów warto przemyśleć kupno: 

- kurtek typu parka - były modne chyba od trzech sezonów, ale ich czas wyraźnie się kończy. Oczywiście na ulicy wciąż zobaczycie ich sporo, co wynika z zakupów zrobionych w latach poprzednich, ale coraz mniej firm ma je w swojej ofercie (nie licząc młodzieżowych). 

- płaszczy szlafrokowych - nie do każdej sylwetki pasują, nie są też zbyt praktyczne przy ujemnych temperaturach (najczęściej brak guzików), ani uniwersalne (na bardzo eleganckie wyjścia się nie nadają). Ogólnie do modnych w danym sezonie okryć wierzchnich trzeba podchodzić z dużym dystansem, gdyż co roku lansowane są inne typy: budrysówki, płaszcze oversize, płaszcze typu polo lub właśnie "szlafroki". 

- spodnie kuloty - kolejny hit tego roku, na Instagramie chyba wszystkie znane blogerki miały w nich zdjęcia. Skracają nogi, a jeśli nie mamy idealnej sylwetki, to ciężko je z czymkolwiek zestawić.

- czarne czapki beanie ze zwariowanymi napisami, zwłaszcza w grupie osób 20+.

Czy jeszcze przychodzi Wam do głowy coś, co można dopisać do jednej lub drugiej grupy? Czekam na Wasze opinie. 

niedziela, 11 października 2015

Targi Slow Fashion w Warszawie

Taki kwiecisty napis witał wszystkich przybywających na targi :)

Nie wiem jak Wam, ale mi jesienna aura dała już porządnie popalić, bo od pięciu dni nieprzerwanie choruję. W ostatnich miesiącach postanowiłam zrobić poważną rewolucję w swoim życiu, podjęłam kilka istotnych decyzji, dużo się działo (być może za jakiś czas napiszę o szczegółach), a tutaj nagle dopadło mnie łóżko, piżama i 10 paczek chusteczek dziennie. Organizm chwilowo odmawia mi posłuszeństwa, ale jak to mówią "nie ma tego złego...", ponieważ mogę spokojnie napisać Wam o moich odczuciach związanych z warszawskimi targami Slow Fashion, na które pojechałam w zeszłym tygodniu. 

Wrażenia mam raczej pozytywne, chociaż przyznaję, że było także trochę poważnych niedociągnięć. W dużym skrócie, zdecydowanie na plus oceniłabym miejsce organizacji wydarzenia (Stadion Narodowy), podział targów na strefy, organizację przymierzalni oraz imponującą liczbę wystawców. Z kolei słabą stroną była dla mnie strefa Slow Food (wewnątrz praktycznie trzy stoiska i brak miejsc do siedzenia, na zewnątrz foodtrucki, które ponoć były "wyselekcjonowane", jednak moim zdaniem ze slow foodem miały niewiele wspólnego), a także bilety w formie opasek na nadgarstek (od razu skojarzyły mi się z hotelowymi, neonowymi bransoletkami "all inclusive"). Tym, co jednak trapi mnie najbardziej (po raz kolejny) jest zbyt mała różnorodność oferowanych produktów, i ich wysokie ceny. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale napotkałam całkiem sporo przypadków, gdy np. poliestrowa sukienka do kolan kosztowała 600 złotych, a bluza dresowa 300. Muszę poświęcić temu tematowi oddzielny post, ale niesamowicie irytuje mnie zawyżanie cen tylko dlatego, że coś jest "made in Poland". Natomiast kwestię braku różnorodności poruszałam już kiedyś we wpisie o krakowskim Kiermashu (tutaj link) i wciąż jestem zawiedziona, choć już nie w takim dużym stopniu.






Jak pewnie część z Was pamięta, spore nadzieje wiązałam ze strefą Elegance, ponieważ przeważająca na targach moda "dresowa" nie jest do końca w moim stylu. Muszę przyznać, że obecnych było bardzo wielu wystawców oferujących ubrania i dodatki eleganckie, jednak chodząc od stoiska do stoiska odniosłam wrażenie, że na co drugim widzę to samo. Wyraźnie dominowały płaszcze oversize lub typu szlafrokowego, sukienki "tuby", piankowe spódnice oraz minimalistyczna biżuteria. Jeżeli zaś chodzi o modę męską to były tylko trzy stoiska godne uwagi. Na szczęście udało mi się trafić na kilku wystawców, którzy skradli moje serce. Miałam bardzo rygorystycznie określony budżet, dlatego nie kupiłam wiele, ale teraz przynajmniej wiem, na jakie perełki powinnam zacząć oszczędzać;).

Na co dzień do mojej garderoby bardzo lubię wplatać różne elementy inspirowane modą męską, dlatego gdy zobaczyliśmy z mężem stoisko Moniki Stawczyk (tworzącej pod marką Bowstyle), nie mogliśmy się od niego oderwać. Pani Monika ma w ofercie muchy i poszetki we wszystkich kolorach i wzorach, jednak na nas największe wrażenie zrobiły szyte przez nią męskie i damskie kamizelki. Uwierzcie mi, na tak dobre krawiectwo aż miło było popatrzeć. Ostatecznie kupiłam dla siebie dwie muchy (poniżej), a mąż wciąż rozważa zamówienie kamizelki:).



Kolejna marka, którą chciałabym Wam polecić jest Pradelle - jedyny w Polsce dystrybutor biżuterii Thallo tworzonej z... naturalnych roślin! Jak możemy przeczytać na ich stronie "rośliny są w odpowiedni sposób utrwalane, poddawane obróbce, a następnie platerowane metalami szlachetnymi o najwyższej próbie. Na koniec biżuteria jest utwardzana specjalnym lakierem, tak żeby była odporna na różne uszkodzenia mechaniczne. Wszystkie z czynności są wykonywane ręcznie z największą starannością." Skomplikowany proces produkcji ma swoje odzwierciedlenie w cenach, są one jednak dość zróżnicowane. Poniżej mój ulubiony (niestety póki co tylko na zdjęciu) naszyjnik Demetra, zrobiony z dwóch kłosów zboża pokrytych złotem. Cudo!



Podczas targów widziałam kilku wystawców oferujących kurtki skórzane, ale najlepsze wrażenie zrobiła na mnie pani z Mollocco Design. Piękne kurtki w różnych krojach i kolorach, a do tego w bardzo atrakcyjnej cenie. Moją obecną skórzaną ramoneskę mam już dość długo i uwielbiam ją, ale gdy w końcu nadejdzie koniec jej "żywota", to nie mam wątpliwości do kogo się zwrócić:). Mollocco reklamuje się słowami "uszyjemy ze skóry wszystko czego zapragniesz", więc do wyboru są także sukienki, bluzki, spódnice oraz torebki nerki.



Skoro już o torebkach mowa, to muszę wspomnieć o marce LA BOBA. Jej cechy charakterystyczne to proste, eleganckie wzory i świetna jakość wykonania. W moje gusta najbardziej trafiają modele o mniejszych rozmiarach i pudełkowym kształcie, takie jak Alicante, Carmen (poniżej) czy Havana. Znaczącym minusem są jednak ceny, gdyż polskie torebki skórzane o podobnych wymiarach można kupić znacznie taniej (na przykład u Klaudii Rozwadowskiej czy Zuzi Górskiej).


I już na zakończenie M.unique, które urzekło mnie swoją kolekcją - prostą, ale bardzo kobiecą i elegancką. Znajdziecie tam przede wszystkim sukienki i spódnice, chociaż ja przekornie kupiłam... spodnie. Od bardzo dawna szukałam podobnego kroju, i nie mogłam sobie odmówić gdy je zobaczyłam. Są w kolorze granatu, z wysokim stanem, zakładkami i zwężającą się nogawką (skład: 95% wiskoza). M.unique dostało mojego "lajka" na facebooku, bo wiem, że będę z zainteresowaniem obserwować ich nowe kolekcje.

To już wszystko na dzisiaj. Może ktoś z Was również był wtedy na targach Slow Fashion? Albo wybrał się na wczorajszy CRACK Fashion Festival w Krakowie? Niestety przez chorobę ja musiałam sobie odpuścić. Trzymajcie się ciepło!