środa, 11 marca 2015

Moja interpretacja slow fashion

Jak już się pewnie domyślacie, slow fashion stanowi jedną z odmian koncepcji slow living. Autorką pojęcia jest Kate Fletcher z brytyjskiego Centre for Sustainable Fashion.  Idea SF ma na celu przeciwstawienie się masowej produkcji odzieży (fast fashion) – nietrwałej, tworzonej w skandalicznych warunkach, za małe pieniądze i z byle jakich materiałów. Główne założenia opierają się na kilku podstawowych filarach:

- wspieranie lokalnych przedsiębiorców – zamiast kupować w sieciówkach wybieramy produkty mniejszych, krajowych producentów (często firm z tradycją), którzy nie przykładają wagi do ilości, lecz do jakości i staranności wykonania,

- podejście etyczne – rozumiane w bardzo szerokim zakresie: od procesu produkcji (rezygnacja z firm wykorzystujących tanią siłę roboczą, w takich krajach jak Chiny czy Kambodża), aż po ekologię (wybieranie materiałów naturalnych oraz takich, których wytwarzanie nie wpływa na degradację środowiska i wyczerpywanie zasobów),

- ograniczanie konsumpcji - nabywanie mniejszej liczby rzeczy, lecz dobrej jakości (dzięki czemu posłużą właścicielowi wiele lat); kompletowanie „klasycznej” (opartej na własnym stylu) garderoby, która pozwoli nam się ubrać na każdą okazję niezależnie od trendów; kupowanie w second handach oraz udział w coraz popularniejszych swapach (spotkania, podczas których uczestnicy wymieniają się dowolnymi przedmiotami: ubraniami, książkami, płytami, a nawet nietrafionymi prezentami),

- nastawienie na rękodzieło - samodzielne wytwarzanie, naprawianie, dostosowywanie i przekształcanie własnej odzieży (zamiast kupowania wciąż rzeczy nowych). 

Źródło: www.norwegian.com

Na podstawie wymienionych punktów łatwo można zauważyć, że slow fashion stanowi swoistą symbiozę zrównoważonego rozwoju, etyki i podejścia ekologicznego. Mi osobiście podoba się fakt, że SF nie narzuca nam sztywnych zasad i reguł, wręcz przeciwnie – mamy wskazany główny kierunek i cel, lecz sami wybieramy metody prowadzące do jego osiągnięcia. Dla jednej osoby będzie to „ubraniowy” minimalizm, dla drugiej rezygnacja ze sztucznych materiałów, dla trzeciej samodzielne szycie, a dla czwartej wszystko naraz J.  Moim zdaniem, mężczyznom dużo łatwiej przychodzi wprowadzanie w życie zasad SF (nawet nieświadomie), bo przeważnie kupują nowe rzeczy dopiero, gdy stare już się zużyją, a poza tym większą wagę przykładają do jakości wykonania i trwałości. Firmy odzieżowe mają tę świadomość, dlatego często porównując rzeczy dla kobiet i mężczyzn z tego samego sklepu możemy zauważyć wyraźne różnice (na niekorzyść produktów damskich). 

Źródło: www.buddhajeans.com


Chociaż nie zawsze jest to łatwe, staram się realizować ideę SF na kilka sposobów:

1. Ograniczam kupowanie do rzeczy niezbędnych, moje zakupy związane są głównie ze specjalnymi okazjami lub wyjątkowymi potrzebami.

2. Zawsze przed kupnem czytam informacje na metce, częściej wybieram materiały z włókien naturalnych i sztucznych, unikam syntetycznych (z pewnymi wyjątkami, np. odzież sportowa).

3. Odkrywam stare ubrania na nowo. Wiem, że może to brzmieć zabawnie :D, ale mam sporo bardzo dobrze zachowanych rzeczy z młodości mamy i babci, a wiele trendów co jakiś czas powraca. Wymierne korzyści to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale też unikalność (w sieciówkach wszystko jest do siebie podobne) oraz dobra jakość tych ubrań (skoro po tylu latach są w świetnym stanie, to mi również długo posłużą).

4. Gdy tylko mogę, staram się wybierać produkty polskich firm i projektantów, korzystam także z serwisów internetowych oferujących polskie rękodzieło.

5. Nie wyrzucam ubrań (oprócz tych mocno zniszczonych). Gdy nie są mi już potrzebne staram się je sprzedać przez internet, na „babich targach” lub wymienić na swapach, czasem oddaję odzież podczas zbiórek charytatywnych. Niestety umiejętności up-cyklingu ubrań nie posiadam, ale mam w planach dokształcić się w tej materii J.  

6. Nie ulegam przelotnym trendom i "must have'om" sezonu. Po kilku latach poszukiwań udało mi się znaleźć własny styl, wiem w czym dobrze wyglądam i czuję się komfortowo. Taka świadomość bardzo ułatwia zakupy - nie poddaję się spontanicznym impulsom i nie kuszą mnie chwilowe nowinki (których potem nie mam do czego ubrać). Dzięki temu moja garderoba jest spójna, ponieważ jej elementy pasują do siebie. 

2 komentarze:

  1. Ubrania po mamie i babci - najlepsze! cztery pary długich spodni z wysokim stanem od mamy sprzed 25 lat chyba przerobiłyśmy na krótkie szorty - porządne materiały i cudowne kroje. Ogromnie doceniam teraz to, że moja mama jest z zawodu krawcową i może mi uszyć prawie wszystko, co sobie wymarzę. Szczególnie przydatne jest to ze względu na mój wzrost - spodnie notorycznie za krótkie, jak tak rękawy w bluzkach, albo za szerokie spodnie. No i do tego znalezione skórzane torebki po mamie i jedna po babci! Cuda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To świetne uczucie dać takim przedmiotom "drugie życie" :)
    Swoją drogą, teraz uwielbiam spodnie z wysokim stanem, chociaż w gimnazjum (era biodrówek) uważałam je za mocno staromodne:)

    OdpowiedzUsuń